poniedziałek, 5 czerwca 2017

Rozdział 20

Odliczamy. Niedużo zostało. 

***

Trzask pistoletu i opadający nabój na ziemie. To było głuche. Dźwięk rozniósł się po całym pomieszczeniu odbijając od ścian i znowu wracając do uszu chłopaka, jakby nigdy nic.
Kolejny strzał, kolejny nabój na ziemi. Nie słychać upadku ciała. Tylko ten nabój. 
Pociągnięcie za spust i nic. Tylko cisza. Brak naboi w magazynku.
Jeszcze jeden dźwięk. Kropla spadająca na skórę pod powieką. Wydawałoby się, że tego nie da się usłyszeć, a był to jednak najwyraźniejszy odgłos w całej tej serii, które rozbrzmiały. Głośniejszy niż krzyk. Jakby ktoś uderzał młotem o betonową ścianę lub młotkiem rzucił w szybę, która rozpadła się na tysiąc kawałków. Po chwili tylko kroki, cichy szept.
- Przestań się tutaj ukrywać – Drew oparł się o ścianę i spojrzał na bladą, zapłakaną twarz młodego detektywa. – Od kiedy tak zmiękłeś. Miałem wrażenie, że jesteś trochę bardziej twardy. Zawodzisz mnie, Payne – pokręcił głową chłopak i odbił się biodrami od betonowego muru. Przechodząc obok, ramieniem popchał drugiego, kątem oka obserwując jego reakcje. Żadna. Zaczęło go to naprawdę irytować.
- Przestań ty też. Myślisz, że zdziałasz coś popychając mnie swoim chuderlawym ciałkiem? – Odburknął mu drugi rzucając pistolet na stolik obok i prostując ręce. – Nie zmiękłem. Za dużo ostatnio myślę to tyle.
- Powinien zabrać się za robotę, a nie strzelać do pierdolonej ściany i beczeć jak baba. Już wiemy wszyscy, przestań się łudzić, że ona przeżyje.
- Wiesz, co? Straszne jest to, że nie mamy kasy na cokolwiek, a tobie w głowie jest tylko zabicie Madison. Od początku tylko o to ci chodzi, w dupie masz mój cel. Zacznij patrzeć trochę dalej niż czubek swojego nosa Marlock.  – Patrzył na niego zły, bo emocje, jakie wywołała w nim wypowiedz bruneta, były nie do ujarzmienia. Odsuwał od siebie wszystkie pesymistyczne myśli, a raczej te, które prowadziły do śmierci jego ukochanej, co było wielce prawdopodobne. On jednak wypierał to, nie mógł znieść nawet przelotnego twierdzenia, że może ona właśnie teraz stracić życie.
- Najeżyłeś się – przewrócił oczami. – Bądź odpowiedzialny za nią w takim razie i idź na komisariat i postrzelaj. Tak jak tu… Tylko będzie więcej krwi niż skrawków tektury.
Nastała głucha cisza ponownie. Marlock wiedział, co siedzi w głowie Liama i to bardzo dobrze. On bał się po prostu zabijać. To nie była cecha ujemna, jednak w takiej sytuacji nerwowość bruneta rosła ze wzmożoną siłą. On sam nie za bardzo miał ochotę brudzić sobie ręce w szczególności, że tak, Liam miał racje. Był niebywałym egoistą, który czekał tylko na to, by własnoręcznie udusić Allen i oddać jej cały ból, jaki mu sprawiła niszcząc jego serce wraz z głębokimi uczuciami, które no niej żywił.
Patrzyli tak na siebie oboje próbując odczytać intencje drugiego. Liam czuł bardzo mocno niechęć Drew do jego osoby spowodowaną jak to nazwał „mięczactwem”. Trochę się nie dziwił, bo sam czul obrzydzenie, gdy patrzył w lustro, ale było to dość osobliwe poczucie nienawiści do swojego odbicia. Śmierci, które zostały wykonane przez niego nie były warte nic. Nawet ulepszenia świata. Levi był tym, który się na to zgodził a Liam dalej odczułam niekończący się ból przy wspominaniu rozlewającej sie plamy krwi na dywanie hotelowym. Niesamowitym było to jak wryło u się w mózg każde słowo, które powiedział wtedy chłopak. Wtedy to było bardzo niewinne. Teraz jak o tym myślał w ogóle nie czuł ze to mu pomogło, raczej bardziej dobijało. Nie spełnił nawet jego prośby. Stał się pośmiewiskiem dla samego siebie, bo poświęcił przyjaciela po to by jego ukochana także zginęła.
Drew za to przyglądając się Liamowi nie mógł zrozumieć jego zagubionej twarzy. Tak bardzo chciał go obudzić ze złość spowodowana sfrustrowaniem zaczęła przewyższać sympatie, którą do niego czuł. W trudnych chwilach często miało to miejsce, ale czemu, nikt nie wie.
- Nikt nie będzie nic zabijał… W sensie ja będę, ale wy nie – Zayn zbiegł na dół po schodach z dwoma kubkami kawy i postawił im je na stole. – Mnie to już i tak piekło wsiąknie, więc jedna czy druga śmierć… To nic – wzruszył ramionami lekko, na co Payne po prostu nie mógł przystać. Podszedł do niego i popchnął go na ścianę mocno.
- Czy ciebie już do reszty pojebało? – Warknął. Był wściekły, cały raczej zmartwiony, jeżeli chcemy znać powód jego wybuchu. – Nie będziesz nigdzie szedł, nie jesteśmy mordercami.
- Nie stary. Ty nie jesteś. Ja tak… - Zayn zaparł się i dął dłonie na ramiona Liama, by ten nie przyciskał go do ściany aż tak mocno. Barki wbijały się w beton, co sprawiało ogromny dyskomfort. Czuł, jak jego skóra zaczyna piec przez starcie się i dotknięcie materiału bawełnianej koszulki.
- Nie pierdol – odburknął znowu i wziął jego ręce odsuwając się gwałtownie. – Nie możemy się bardziej wkopać.
- Kto u jest egoista Liam – Drew miał już zamiar iść do góry zostawiając ten komentarz w piwnicy, ale warknięcie ciemnego blondyna zatrzymało go i wymalowało bezczelny uśmiech na ustach. – Masz emocje inne niż bycie pizdeczką. Gratulacje.
- Zamknij już mordę Marlock. O co ci znowu chodzi – teraz rusyzm w stronę mulata, ale ten zaśmiał się głośno.
- O to, że Zayn może robić, co chce, splami swój Honorek, a ty i tak myślisz tylko o tym, by nie mieć problemów. Nie interesuje cie to czy cos mu się stanie, tylko jakąś pieprzona reputacja ci w głowie? I tak jesteś gównem w tym kraju i jesteś skończony. Daj na luz i zacznij organizować pieniądze, bo twoja laska długo nie przeżyje, jak będziesz tak beczeć. – Fuknął i poszedł zostawiając dwóch przyjaciół. Nie mógł ich już słuchać i z czystą premedytacją i przyjemnością wyrzucił obraźliwe słowa w stronę Payne’a.
- Jestem egoistą hm? – Uniósł brwi Alim na Zayna, a ten nawet nie wiedział, co mam mu odpowiedzieć.
- Wolisz szczerze czy…
- Już rozumiem, dobra… - przewrócił oczami i wziął kawę zaczynając ją pić – Fuj, kto to robił – wyciągnął, jednak od razu odłożył kubek. – Smakuje jak gówno.
- Miało tak smakować dosypałem soli – wzruszył ramionami Zayn i pociągnął chłopaka za koszulkę do góry. – Musimy opracować jakiś plan.
- Plan na dziś to siebie nie zabić, albo może was nie zabić. Ja mogę żyć.
- Przestań już być takim śmieszkiem, bo rzygać się chce stary – westchnął cicho Malik i poszedł w stronę biura, a następnie usiadł na swoim krześle. – Ja tam pójdę. Ja zorganizuje o wszystko, zdobędę akta i załatwię komendanta.
- nie będziesz plamił sobie rak przeze mnie Zayn rozumiesz? – Liam westchnął głośno i przysiadł obok przyjaciela patrząc na niego błagalnie. – Nie chce z tym nic rozbić. Nie możemy zabić nikogo prócz niej.
- Słuchaj, tak, on mnie nigdy nie lubił, nie możemy wstawić Lily na próbę, a raczej jej życia rozumiesz? I tak już ono wisi na włosku, jeden ruch i po niej.
- Ja wiem Zayn, ale… zrozum nie chce by ktokolwiek ucierpiał…
Nastała okropna cisza miedzy nimi. Kolejna już tego dnia. Zayn już dawno nie był taki zdeterminowany. Kolejne zabójstwo, jakie miał wykonać, to nie był plan doskonały, ale zdecydowanie lepszy niż to by potem sumienie zżerało jego najbliższego przyjaciela. Wolał poświęcić kawałek swojej duszy niż dać możliwość załamania się Liamowi przez to ze znowu skrzywdził niczemu niewinną istotę.
- Komendant i tak nigdy mnie nie lubił – stwierdził mulat i oparł tył głowy o fotel zaczynając się delikatnie kręcić, odpychając się nogami. Nie mówili nic do póki młodszy nie wstał i nie zaczął chodzić nerwowo po pokoju.
- Słuchaj nie możemy zrobić jakiegoś przekrętu, może jakoś się dogadamy ja..
- Kiedy chodziło o zabicie Stevena nie miałeś takich pomysłów – powiedział uszczypliwie, na co Payne po prostu zamilkł i usiadł znowu trochę załamany.
- Touche - mruknął jasny brunet i przetarł twarz dłońmi. – W takim razie ja nie wiem… Zastanawiam się czy po prostu nie zacząć działać. To trwa już za długo. To się nigdy nie skończy, jeżeli tak będziemy jej usługiwać.
- Stary nie mamy nic, nawet broni. Wszystko poszło się jebacy przy ostatnim ataku. A ludzi też nie mamy…
- Pójdziemy sami… jakoś damy rade, musimy dać – Payne wyszedł i skierował się na gore. Przygotował tablice na flamastry i zwołał wszystkich. Chciał uzgodnić plan działania. Nie mogli już siedzieć bezczynnie, to mijało się z celem.

Czas akcji był ważny. To miała być noc, ponieważ pod jej osłoną wszystko było trochę łatwiejsze. Wtedy też byłby mniejszy problem z policją, cisza sprzyjała dobrym sytuacją.
Pod osłoną gwiazd mieli wtargnąć do bazy madison i po cichu przemknąć prze kolejne pomieszczenia – Zayn z Katrine od góry, przez wejście na dach mieli wyłączyć całe zasilanie, Tom od tylnego wejścia musiał przemknąć do kabiny monitoringu i także go dezaktywować. Drew mieli przebyć drogę prowadzącą do Madison i ja czymś zająć, ja to powiedział najlepiej sobą, za to Liam miał pierwszy dostać się do dobrze chronionej Lily, która zapewne nie miała żadnej szansy sama się wydostać.
Cały budynek był świetnie strzeżony szczególnie od czasu, gdy plan madison został ujawniony. Wiedzieli, że się ich spodziewają. Nie było także sekretem ze prawdopodobnie może być na nich zastawiona pułapka. Lily w najlepszym wypadku jest strzeżona, w najgorszym po prostu już nie żyje.

Załadowali wszystko, co mieli. Czas akcji wyznaczyli na 19 stycznia o godzinie 00:00. To był zapalnik.
Broń, która zgromadzili mogła wystarczyć tylko na parędziesiąt minut. Każdy dostał pistolet z tłumikiem. Najważniejsi byli Zayn, Katrine i Tom, którzy musieli całą akcje przeprowadzić „na cicho”, co nie było łatwe. Drew skombinował skąd ostatnie dobre stroje, Zayn niewiadomo skąd także znalazł duże pudło naboi, apteczkę, którą miała mieć matka dziewczyny. Całe wyposażenie było znikome, ale jakieś.

Ostatnim pytaniem było jednak, jak uspokoić policje. To chyba najbardziej zajmowało głowę Liama. W sieci brytyjskiej policji panowała wrzawa przez zabójstwo Stevena, który dowodził całą akcją poszukiwań Liama i powstrzymywał ja jak tylko mógł. Od razu po pozbyciu się go wszystko nabrało tempa jakby nigdy nic, jakby przyjaciel Payne’a hamował cały rozwój na tyle sprytnie ze nikt nie orientował się, że coś jest nie tak jak trzeba.



18 stycznia godzina 21:23
Do wiadomości dołączono plik mms

Na ekranie telefonu pojawiło się zdjęcie, straszna fotografia. Cienie blond włosy były delikatni brązowe na końcach od zaschniętej krwi. Buzia miała liczne siniaki, jej ciało było wiotkie jakby już nie żyła. Leżała na białym łóżku, na tym samym, na którym madison kazała ją położyć, gdy ta straciła dziecko.
Znowu wyglądała jakby próbowała uciec. Znowu dostała kare za niesubordynacje wywołaną falą emocji przez zobaczenie ukochanych sobie ludzi. Stała się ofiarą kolejnego planu. Kolejnej prowokacji i profanacji.

Czas tyka. Gdzie moje akta kochani.

Głosiła tylko wiadomość.

Dłonie Liama pociły się, gdy trzymał telefon Nie mógł już więcej wytrzymać. W chwili, gdy Katrine dokończyła mu zapinać kamizelkę kuloodporną rzucił telefonem w ścianę z groźnym rykiem. W jego oczach pojawił się ogień, wściekłość i każda inna emocja opisująca negatywne odczucia. Musiał wyjść, chciał ją zabić.
Dla niego w tamtym momencie miara się przebrała.
- Jednostka 2 zgłoś się – powiedział Drew, gdy patrzył na Payne’a. Przy ustach miał mikrofon. Miał w ten sposób zwrócić jego uwagę by przestał się szamotać i zaczął myśleć trzeźwo. – Jednostka 2 zgłoś się. To próba – powtórzył dobitnie.

- Tu jednostka 2… Odbiór – powiedział i wyszedł z pokoju by ustawić się na korytarzu gdzie cała reszta była już ubrana. Po chwili dołączyła do nich Katrine i razem mieli wsiąść do auta. Gdy wybiła godzina 22:00 zamykając za sobą drzwi do bazy wyszli, nie wiedząc, co ich czeka. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz