poniedziałek, 3 lipca 2017

Epilog

Zimny wiatr owiał jej ciało, ubrane w czarną sukienkę. Brązowe włosy z mysim odcieniem, które przycięła u fryzjera podczas ostatniej wizyty, teraz sięgały ledwo do ramion. Na końcach nie było już śladu po żadnym jasnym kolorze. Wózek na którym siedziała nie był zbyt wygodny, chociaż nie mogła narzekać, gdyż lepszego mieć już nie mogła.
Obok niej stal Liam z gipsem na prawej ręce. Miał na nim narysowane rożne obrazki wykonane właśnie przez Lily. Trochę żartów, które w tym czasie dodawały chociaż trochę otuchy. Trzymał rękę na jej ramieniu ściskając delikatnie, a ona trzymała tą dłoń splatając ich palce. Tak się wspierali.
Dzień był pochmurny, jakby świat płakał, że grzebią kogoś wielkiego. Takim był widziany Zayn przez swoich przyjaciół. Nie ważne ile przewinił, wszyscy wybaczyli mu, ponieważ go kochali. Miłość wybacza wszystko.
Ceremonia nie była długa. O śmierci chłopaka nie wiedziała nawet rodzina, gdyż on sam by tego nie chciał. Zniknął na zawsze, nikt na niego w domu rodzinnym i tak nie czekał od wielu lat. Przemówiło kilka osób. Lily, Liam, nawet Drew oraz Katrine, ci którym był najbliższy przez ostatnie miesiące. Policjanci i koledzy ze służby także stanęli przed amboną wy powiedzieć parę słów.
Dobrze go wszyscy wspominali – jako ciepłego, zwariowanego i czasem nierozważnego gościa. O zmarłych nie mówi się źle, powiadają, ale jego złe uczynki wymienili, po czym tylko dodawali, że na końcu i tak był najbardziej dzielny z nich wszystkich, dlatego jako jedyny poświecił życie w tamtej walce.
Wszyscy rozeszli się najszybciej jak mogli, gdyż byli cali zziębnięci i mokrzy. Liam i Lily pojechali do swojego nowego wynajmowanego mieszkania na przedmieściach Londynu, Katrine wyruszyła w drogę do hotelu, by na następny dzień wracać do Leeds po resztę rzeczy do przeprowadzki. Chciała być blisko córki i nadrobić stracony czas.
Drew wyjechał gdzieś na zachód po całym zdarzeniu i wrócił tylko dla Zayna. Pogrzeb odbył się dość późno, ale wybrali urnę, dlatego nie było problemu z dostosowaniem pogrzebu do czasu gości.
Tom jak to Tom. Zaginął w akcji, a Steven wrócił do rodziny, dalej pracując jako komendant główny londyńskiej policji na wydziale detektywistycznym.


Rehabilitacja Lily nie przynosiła szybko efektów. Miała czucie, jednak coraz ciężej było jej je dostrzec w swoim ciele podczas ruchu, więc szanse na powrót do pełnego zdrowia były znikome. Miała jednak nadzieję, że kolejne lata będą lepsze, szczególnie w tym aspekcie. O inne nie musiała się martwić.
Ona i Liam byli szczęśliwi ze sobą. Mimo wielu złości, strat i walk przetrwali. Życie było dla nich ciągłą walką, co nie zmieniło się za bardzo, gdyż doszły nowe problemy z niepełnosprawnością, wydatkami, karami pieniężnymi za złamane prawa podczas ich nazwijmy to przygody.
Także myśli o tym ile mogli mieć, a tego nie mają dobijały, jednak próbowali się wspierać nawzajem w tych niespełnionych marzeniach/
Brak możliwości posiadania dziecka chyba najgorzej na nich podziałał. Nie chcieli wtedy rozmawiać, bo obwiniali się o to. Jedną szansa na posiadanie potomstwa była tylko adopcja, jednak był to ciążki temat, gdyż matka na wózku niekoniecznie była uplasowana na samym szczycie listy rodzin adopcyjnych.
Prawda była taka że ich życie nie nabrało kolorów, dalej było szare.
Jednak mimo tego bólu który przetrwali, czekały na nich kolejne przeszkody. Liam dalej pytał siebie, co zrobił światu złego, ale potem patrzył na śpiącą dziewczynę, ze spokojną brzoskwiniową buzią i uśmiechał się zapominając o narzekaniu. Mieli siebie i to było najważniejsze. To ich pchało do przodu.

Codziennie rano, kiedy Liam wychodził do pracy całował ją delikatnie. Nie ważne czy byli po kłótni czy po długiej ciszy, albo bo wielkim szczęściu. To był ich rytuał. Już nigdy nie chcieli rozstawać się bez aktu miłości, gdyż więcej stracić się bez niego nie chcieli. Tak jakby żegnali się przed każdym wyjściem na zawsze, jednak z nadzieją że druga osoba wróci za parę godzin.
Zawsze patrząc na siebie myśleli o tym, że kiedy znowu się zobaczą, będą wiedzieć nie będą o nic pytać. Nie będą pytać kim są, czemu tu są lub czemu się kochają. Wiedzieli bowiem, że ten chłopak był dla niej od zawsze policjantem , a ta dziewczyna zawsze była dla niego obrońcą. Bezustannie chronili się nawzajem, nie ważne za jaką cenę, gdyż kierowała nimi miłość.

He will always be her policeman
She will always be his protector


THE END


***

Nawet nie wiem co powiedzieć. Zakończyłam tę historię. Jest to wielka część mojego życia, którą zamierzam kontynuować. Dalej jakoś nie dochodzi do mnie, że napisałam te ostatnie słowa.

Chciałabym podziękować wszystkim którzy wspierali mnie w moim pisaniu, wytykali błędy i po prostu tu byli. Nie ma was za dużo, ale mówię to do osób, które może kiedyś tu przybędą.

Usunę to opowiadanie za jakiś czas, by nadać mu nowe lepsze życie. Zaczęłam je pisać 3 lata temu, więc wiele rzeczy się od tego zmieniło - od mojego mózgu po styl i pisarski. 

Jeszcze raz dziękuję. Kocham was.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz